O 10 rano, w święto Matki Boskiej
Zielnej, w środku muzułmańskiego Sarajewa, było potwornie gorąco.
Ciężkie powietrze lądowało w kotlinie, w której położone jest
miasto, na szczytach gór gromadziły się ciężkie chmury.
Po trzydniowej podróży pociągami i
autobusami z Warszawy nie dało się wstać wcześniej, choć bardzo
chciałem. Nie dało się także dlatego, że w nocy, na ganku domku
wynajętego od młodego Bośniaka, spotkałem dwójkę Niemców,
którzy ochoczo częstowali winem. Do tego w samolocie udało im się
przemycić... 5 gram trawy. Gdy okazało się, że dziewczyna (Alex)
pracuje dla niemieckiego wydawnictwa publikującego książki Szczerka, a na
dodatek wie czym jest balsam Vigor, rozmów i zabawy nie było
końca. To znaczy koniec był, ale jakoś wcześnie rano. Gdy po pobudce skierowaliśmy swoje nogi po buły do sklepu okazało się, że najpopularniejszą wódką w Bośni...
jest wóda Vigor. Wygląda na to, że na Bałkanach jadą na sławie ukraińskiego trunku.