Szliśmy ulicami Spiskiej Soboty mocno
po zmroku. Pod naszymi stopami skrzypiał dawno niewidziany w Polsce
śnieg, termometr wskazywał minus pięć. W alei prowadzącej do
centrum miasteczka, które kiedyś znaczyło o wiele więcej niż
Poprad, którego teraz było częścią, tuż przy starym
cmentarzu, czaiło się zło.
Zło, miało postać psa rasy Border Collie i biegło za piłeczką ciśniętą z takiej specjalnej psiej wyrzutni (na allegro nazywa to „miotaczem piłek dla psa”), pędząc z prędkością torpedy. W swojej głupocie pomyślałem, że zatrzymam piłeczkę nogą, bo się piesek zmęczy goniąc za nią dalej.
Piesek zaś bardziej skoncentrowany był na przedmiocie i zdecydował się wejść wślizgiem pomiędzy moje niepewne kostki. Naprawdę nie wiedziałem, że Border Collie, może zwalić człowieka na oblodzony chodnik. Więc już wiem. Potrafi.
Zło, miało postać psa rasy Border Collie i biegło za piłeczką ciśniętą z takiej specjalnej psiej wyrzutni (na allegro nazywa to „miotaczem piłek dla psa”), pędząc z prędkością torpedy. W swojej głupocie pomyślałem, że zatrzymam piłeczkę nogą, bo się piesek zmęczy goniąc za nią dalej.
Piesek zaś bardziej skoncentrowany był na przedmiocie i zdecydował się wejść wślizgiem pomiędzy moje niepewne kostki. Naprawdę nie wiedziałem, że Border Collie, może zwalić człowieka na oblodzony chodnik. Więc już wiem. Potrafi.