Należy zacząć od tego, że na imię mam Adam i
jeszcze wszystkie żebra są dostępne, ale momentami jednego mi
brakuje. Dzieje się tak, gdy nieopatrznie grzebię w pamięci. I
wyłażą wtedy różne historie mniej lub bardziej wyraźne.
Zazwyczaj strzępami czegoś one są albo smakują, jak pierwsze łyki
dobrego, treściwego czerwonego wina po dłuższej przerwie. Salut!
***
Wydostać się ze wsi można było tylko
podmiejską linią nr 11 oraz autostopem. Co prawda jeździł jeszcze
PKS i Nord Express, ale bilety były bardzo drogie, jak dla nas. Poza
tym kursowało to o bardzo dziwnych godzinach, z których nikt z nas
wtedy nie korzystał. Zaoszczędzone na transporcie pieniądze można
było przeznaczyć na papierosy na sztuki i piwo za trzy złote w
śmierdzącym piwnicą barze. Oczekiwania smakowe i wkład finansowy
mieliśmy wówczas niewielkie, właściwie równe zeru. Miało szybko
klepać. Mimo to bawiliśmy się świetnie, ale tylko do 21:37, bo o
tej porze odjeżdżała ostatnia jedenastka ze Słupska.