piątek, 10 kwietnia 2020

Gwiazdki


Należy zacząć od tego, że na imię mam Adam i jeszcze wszystkie żebra są dostępne, ale momentami jednego mi brakuje. Dzieje się tak, gdy nieopatrznie grzebię w pamięci. I wyłażą wtedy różne historie mniej lub bardziej wyraźne. Zazwyczaj strzępami czegoś one są albo smakują, jak pierwsze łyki dobrego, treściwego czerwonego wina po dłuższej przerwie. Salut!

***
Wydostać się ze wsi można było tylko podmiejską linią nr 11 oraz autostopem. Co prawda jeździł jeszcze PKS i Nord Express, ale bilety były bardzo drogie, jak dla nas. Poza tym kursowało to o bardzo dziwnych godzinach, z których nikt z nas wtedy nie korzystał. Zaoszczędzone na transporcie pieniądze można było przeznaczyć na papierosy na sztuki i piwo za trzy złote w śmierdzącym piwnicą barze. Oczekiwania smakowe i wkład finansowy mieliśmy wówczas niewielkie, właściwie równe zeru. Miało szybko klepać. Mimo to bawiliśmy się świetnie, ale tylko do 21:37, bo o tej porze odjeżdżała ostatnia jedenastka ze Słupska.