Nie pamiętam co o Bolodze pisał przewodnik, bo dawno go zgubiłem. Ale wtedy na pewno go jeszcze miałem. Kilogramowe tomiszcze z „Bezdroży”, niby podręczne, musiało dać jakąś wskazówkę, że warto tam pojechać. Ale istnieje też taka możliwość, że ze zmęczenia pomyliliśmy stacje.