Ta podróż rozpoczyna się gdzieś o 6
rano na dworcu kolejowym w Słupsku. Jest, powiedzmy, rok 2011. Albo 2012.
***
Dworzec w
Słupsku o tej porze nikomu nie daje wytchnienia. Opary moczu i
innych ekskrementów mieszały się, tworząc trudną do zniesienia,
podawaną z obrzydzeniem, kartę wizytową. Bezdomni wrośli w te
posadzki, dosłownie i w przenośni. To taki teatr.
Olbrzymia jak na skalę miasta
budowla, chyba z 10 kas, olbrzymi hol na setki osób, oddany do
użytku akurat wtedy gdy zaczął się exodus.

