poniedziałek, 17 czerwca 2019

Kojot

Kiedyś nad rzeką Słupią siedziałem. Siedziałem i patrzyłem w przestrzeń nieruchomą. Niebo zbliżało się ku ziemi, a ziemia tkwiła nieruchomo w miejscu. Gwiazd nie było widać, chmury zaciągnęły się i już żadna myśl nie mogła opuścić tej kopuły. Zupełnie jak w książce Stefana Króla. Tylko, że tutaj było bardzo ciepło, dżdżyście i byłem tylko ja.

wtorek, 11 czerwca 2019

Ciao ragazza!

Był poniedziałek i padał deszcz. To już mogło wystarczyć, by odpowiednio zniechęcić się do czegokolwiek. Tym razem miałem jednak przewagę nad tą nędzą, bo nie dość, że byłem we Włoszech, to miałem jeszcze wino w plecaku i zaplanowaną podróż pociągiem z Bergamo do Mediolanu. Wiem, to tylko 40 km, ale zawsze, gdy mam jechać pociągiem za granicą, dostaję ciar na plecach.

Na początku biegałem jak opętany po peronach i robiłem zdjęcia. Później zacząłem dostrzegać szczegóły i zachwyciły mnie obłe kształty lokomotyw i piętrowych wagonów. W ogóle, jak widzę piętrowe wagony, to dostaję kociokwiku i pojawia się odwieczna walka w głowie - góra czy dół, góra czy dół. Wtedy zazwyczaj do gry wchodzi A. i decyduje, że góra, bo świat widać lepiej. Tak było i tym razem. Gdyby nie ona, stałbym całą podróż z wiksą w oczach i ze wspomnianą dychotomią. Usiedliśmy zatem na górze, a gdy tylko pociąg wytoczył się ze stacji, zaczęliśmy kosztować winogrona w płynie za 1 euro.

niedziela, 12 maja 2019

Zło, którego nie unikniesz – krótka historia o pociągu, który się zepsuł

To było tak...

Budzę się z lekka przerażony, bo we śnie ścigał mnie terminator - ten zły, z części drugiej. Zegar wskazuje trzecią w nocy. Do szóstej, bo o tej godzinie miałem zaplanowaną pobudkę, już nie mogę zasnąć. Piję wodę i czekam na atrakcje dnia.

Plan jest prosty. O 7:16 wyjeżdżam ze Słupska Zastępczą Komunikacją Autobusową Pol Regio, by o 9:09 być w Miastku i dalej jechać pociągiem do Szczecinka. Tam przesiadam się w osobowy o 10:03 do Poznania i na miejscu jestem o 13:18. Tak wiem, ZKA to zło, ale wolę jechać autobusem przez Korzybie i Kępice, niż za pomocą drutu przez Koszalin.

poniedziałek, 6 maja 2019

Pociąg relacji Charków – Rachów kończy bieg


Obudziłem się przed Tatarowem w fotelu bezprzedziałowego wagonu. Za oknem mgła, więc widać było tylko nieliczne kontury wzgórz, które przeradzały się powoli w góry. Jakbyśmy jechali do Gotham. Potężna lokomotywa z mozołem wjeżdżała coraz wyżej i wyżej w karpackie przestrzenie, wyrzucając z siebie przy tym wielkie chmury spalin.




środa, 20 lutego 2019

Belgia. Piękno i Bestie

Belgia. Piękno i bestie

Zinfandel Rose rozjaśnia zimową ciemność za oknem. Jest noc i jest czwarte piętro wieżowca w centrum Warszawy. Przypominam sobie, kiedy właściwie pierwszy raz byłem w Belgii. To było chyba w maju 2013 roku. A to będzie właśnie krótka opowieść o Belgii, jaka mi się zdarzała. Ponieważ Belgię bardzo lubię.

piątek, 21 grudnia 2018

Zginąłem po raz pierwszy

Uważaj na słonie, bo ci mogą zdeptać dłonie.

To nie będzie piękna ballada o miłości i przyjaźni, bo wszystko zaczyna się od rozpadu i chęci mordu. A to dlatego, że ledwie zdążyliśmy na pociąg do Berlina. Na domiar złego musieliśmy biec, bo każdy inny środek transportu w Poznaniu zawiódł.

Podobno dużo ludzi kocha biegać (niech im ziemia lekką będzie), ale ja i M. z pewnością nie należymy do tego grona. Wszystko przeze mnie, bo nie mogłem się ogarnąć z wyjściem, a potem była już tylko lawina złych wypadkowych z fuksiarskim finałem.

W końcu jednak jechaliśmy upragnionym żelaznym szlakiem, nietypowo jak na nas, na zachód.

piątek, 7 grudnia 2018

Jutro zobaczę Atlantyk


O 11 zostawiłem za sobą po raz pierwszy od kilku dni słoneczny Rotterdam. Słońce suszyło kałuże przed dworcem, w których w papierowe flupy obracały się resztki jointów, dopalanych nerwowo przez oczekujących na międzynarodowe ekspresy.

Dojechałem do Paryża superexpressem Thalys. Pociąg najlepsze lata miał już za sobą, o czym świadczyła lekko powycierana wykładzina i siedzenia obite czerwonym materiałem, który zadawałby szyku w latach 80-tych, ale teraz było to już trochę passe. poza tym było dość ciasno, ale za to bardzo szybko. Z Holandii do Paryża jedzie się bowiem tylko 2 i pół godziny. Ledwie człowiek zdąży wypić piwo w restauracyjnym, a już jest w trzecim, po Holandii i Belgii, kraju.