piątek, 27 września 2019

Hoek Van Holland, albo jak (nie) kupiłem Renault Twingo

Jest zimowy poranek, siedzę skulony w Mazdzie 323 pożyczonej od kumpla. Na zewnątrz wieje jak jasna cholera. Na szczęście szyby są szczelne, ale paliwa jest tak mało, że na wszelki wypadek nie marnuję go na ogrzewanie.

Mazda nie jest moja. Pożyczyłem ją na kilka godzin od kumpla, który zostawił ją w Holandii, bo musiał pojechać na pogrzeb ojca. Nie chciałem nią jeździć nigdzie daleko, nie tylko dlatego, że nie stać mnie było na paliwo, ale także dlatego, że nie miała hamulców.

wtorek, 17 września 2019

Drezno - pamięć przeszłości

Całą drogę z Wrocławia do Drezna słuchałem Marzi Gaggioli i myślałem tylko o tym, że gdy wysiądziemy, zrobię sobie zdjęcie, na którym będę wyglądać jak Paul Theroux. Kilka dni wcześniej zobaczyłem jego starą fotę i zapragnąłem mieć podobną. Jak tylko stanęliśmy na peronie, rozpoczęliśmy sesję à la Theroux. Nie spieszyło nam się na tramwaj ani do hotelu. Trzeba było profesjonalnie podejść do zdjęcia „na idola”.

Po udanej, aczkolwiek lekko nerwowej sesji, podczas której ja próbowałem wyglądać jak rasowy podróżnik, a A. robić zdjęcia jak rasowy fotograf, ruszyliśmy do hotelu. Podróż do Drezna minęła nam na tyle przyjemnie i wygodnie, że nie czuliśmy dużego zmęczenia. Szybko zrzuciliśmy bagaże do pokoju i wyszliśmy na poszukiwanie przygód i jedzenia.


środa, 31 lipca 2019

Ukraina. Przez Siódmy Kilometr na koniec świata


Ukraina też ma koniec swojego buta, tak jak koniec buta mają Włochy. W podeszwie włoskiego buta, na głębokim południu, leży Tarent, dawniej potężna baza włoskiej marynarki wojennej. W podeszwie ukraińskiego trzewika leży zaś ze swojska brzmiące Wilkowo, które jest portem dla niezliczonej liczby drewnianych łajb, którymi mieszkańcy wyruszają na poranne połowy na Dunaju, a w niedziele tych samych używają po to, by dopłynąć na nabożeństwo do cerkwi.

sobota, 20 lipca 2019

Rumunia po raz pierwszy

Gdy spojrzy się na mapę, na pierwszy rzut oka, ukraińskiego Sołotwina i rumuńskiego Syhotu Marmaroskiego nie dzieli wiele, właściwie tylko rzeka. Z Nieunii do Unii Europejskiej idzie się starym, mocno wyeksploatowanym mostem nad Cisą. Byłem bardzo podekscytowany tą przeprawą, bo oto za chwilę miało mi ukazać swe wdzięki państwo, które chciałem zobaczyć od dawna. Jeszcze tylko piękny, sztuczny uśmiech dla celnika w budce i znajdę się w kraju spadkobierców starożytnych Daków.

poniedziałek, 17 czerwca 2019

Kojot

Kiedyś nad rzeką Słupią siedziałem. Siedziałem i patrzyłem w przestrzeń nieruchomą. Niebo zbliżało się ku ziemi, a ziemia tkwiła nieruchomo w miejscu. Gwiazd nie było widać, chmury zaciągnęły się i już żadna myśl nie mogła opuścić tej kopuły. Zupełnie jak w książce Stefana Króla. Tylko, że tutaj było bardzo ciepło, dżdżyście i byłem tylko ja.

wtorek, 11 czerwca 2019

Ciao ragazza!

Był poniedziałek i padał deszcz. To już mogło wystarczyć, by odpowiednio zniechęcić się do czegokolwiek. Tym razem miałem jednak przewagę nad tą nędzą, bo nie dość, że byłem we Włoszech, to miałem jeszcze wino w plecaku i zaplanowaną podróż pociągiem z Bergamo do Mediolanu. Wiem, to tylko 40 km, ale zawsze, gdy mam jechać pociągiem za granicą, dostaję ciar na plecach.

Na początku biegałem jak opętany po peronach i robiłem zdjęcia. Później zacząłem dostrzegać szczegóły i zachwyciły mnie obłe kształty lokomotyw i piętrowych wagonów. W ogóle, jak widzę piętrowe wagony, to dostaję kociokwiku i pojawia się odwieczna walka w głowie - góra czy dół, góra czy dół. Wtedy zazwyczaj do gry wchodzi A. i decyduje, że góra, bo świat widać lepiej. Tak było i tym razem. Gdyby nie ona, stałbym całą podróż z wiksą w oczach i ze wspomnianą dychotomią. Usiedliśmy zatem na górze, a gdy tylko pociąg wytoczył się ze stacji, zaczęliśmy kosztować winogrona w płynie za 1 euro.

niedziela, 12 maja 2019

Zło, którego nie unikniesz – krótka historia o pociągu, który się zepsuł

To było tak...

Budzę się z lekka przerażony, bo we śnie ścigał mnie terminator - ten zły, z części drugiej. Zegar wskazuje trzecią w nocy. Do szóstej, bo o tej godzinie miałem zaplanowaną pobudkę, już nie mogę zasnąć. Piję wodę i czekam na atrakcje dnia.

Plan jest prosty. O 7:16 wyjeżdżam ze Słupska Zastępczą Komunikacją Autobusową Pol Regio, by o 9:09 być w Miastku i dalej jechać pociągiem do Szczecinka. Tam przesiadam się w osobowy o 10:03 do Poznania i na miejscu jestem o 13:18. Tak wiem, ZKA to zło, ale wolę jechać autobusem przez Korzybie i Kępice, niż za pomocą drutu przez Koszalin.