wtorek, 29 października 2019

I hate Brno

Pierwszy raz do Czech udaliśmy się z A. we wrześniu 2012 roku. Celowaliśmy wówczas w Pragę, ale środki finansowe dały nam do zrozumienia, że jeszcze nie czas na europejską elitę miast. Naszą destynacją stało się więc Brno, stolica Moraw. 

brno panorama miasto love peace trains

piątek, 25 października 2019

W poszukiwaniu niestłuczonej szyby. Podróż pociągiem przez Albanię

Po pierwszej godzinie byłem zafascynowany podróżą. Jak 3-latek, który pierwszy raz widzi pociąg. Druga godzina ciągle jeszcze nie była zła, w końcu realizowałem swoje marzenie. Trzecia godzina w zdemolowanym wagonie, to już było trochę za dużo, zwłaszcza, że z krajobrazu zniknęły góry, a zamiast nich pojawiły się góry śmieci i resztki fabryk, okradzionych ze wszystkiego, co zawierało metal. Gdy mijała czwarta skończyła się nam zabrana na okoliczność podróży butelka białego wina i zjedliśmy już wszystkie serbskie paluszki Kiri Kiri, radość zmieniła się we frustrację i smutną refleksję nad syfem, który nas otaczał. W gratisie dostaliśmy jeszcze kwadrans, bo pociąg się, a jakże, spóźnił.



wtorek, 22 października 2019

Something like Barcelona

Należy zacząć od tego, że stadion już nie poraża swoją wielkością i dostojnością, jak w dzieciństwie. Był areną zmagań lokalnej drużyny piłkarskiej i uczestników festynów gminnych, ale my łaziliśmy tam wbrew woli rodziców tylko, gdy przestrzeń świeciła pustką. Najpierw przeciskaliśmy się przez wykop pod ogrodzeniem i za każdym razem któryś z nas musiał tam utknąć. Zawsze kończyło się to rozdartą koszulką. Obowiązkowym punktem każdej wyprawy było skakanie po blaszanym dachu wiaty. Gdy znudziliśmy się robieniem hałasu, próbowaliśmy przeciągnąć wał do wyrównywania boiska. Na końcu zmagań usiłowaliśmy wspiąć się na maszt. To ostatnie udało się wiele razy naszemu koledze S. – zgodnie twierdziliśmy, że to człowiek-małpa, bo wspinaczka po drzewach szła mu równie dobrze. W ogóle nie interesowały nas wtedy sportowe emocje. Najbardziej ekscytującym elementem była drewniana buda pełniąca rolę szatni. Na jej dach nikomu nie udało się wejść. S. był najbliżej z nas. Podczas próby przedostania się z drzewa na budynek, niespodziewanie ugięła się gałąź i życie S. stało się na jakiś czas mniej szalone, bo skończył z ręką w gipsie.

piątek, 27 września 2019

Hoek Van Holland, albo jak (nie) kupiłem Renault Twingo

Jest zimowy poranek, siedzę skulony w Mazdzie 323 pożyczonej od kumpla. Na zewnątrz wieje jak jasna cholera. Na szczęście szyby są szczelne, ale paliwa jest tak mało, że na wszelki wypadek nie marnuję go na ogrzewanie.

Mazda nie jest moja. Pożyczyłem ją na kilka godzin od kumpla, który zostawił ją w Holandii, bo musiał pojechać na pogrzeb ojca. Nie chciałem nią jeździć nigdzie daleko, nie tylko dlatego, że nie stać mnie było na paliwo, ale także dlatego, że nie miała hamulców.

wtorek, 17 września 2019

Drezno - pamięć przeszłości

Całą drogę z Wrocławia do Drezna słuchałem Marzi Gaggioli i myślałem tylko o tym, że gdy wysiądziemy, zrobię sobie zdjęcie, na którym będę wyglądać jak Paul Theroux. Kilka dni wcześniej zobaczyłem jego starą fotę i zapragnąłem mieć podobną. Jak tylko stanęliśmy na peronie, rozpoczęliśmy sesję à la Theroux. Nie spieszyło nam się na tramwaj ani do hotelu. Trzeba było profesjonalnie podejść do zdjęcia „na idola”.

Po udanej, aczkolwiek lekko nerwowej sesji, podczas której ja próbowałem wyglądać jak rasowy podróżnik, a A. robić zdjęcia jak rasowy fotograf, ruszyliśmy do hotelu. Podróż do Drezna minęła nam na tyle przyjemnie i wygodnie, że nie czuliśmy dużego zmęczenia. Szybko zrzuciliśmy bagaże do pokoju i wyszliśmy na poszukiwanie przygód i jedzenia.


środa, 31 lipca 2019

Ukraina. Przez Siódmy Kilometr na koniec świata


Ukraina też ma koniec swojego buta, tak jak koniec buta mają Włochy. W podeszwie włoskiego buta, na głębokim południu, leży Tarent, dawniej potężna baza włoskiej marynarki wojennej. W podeszwie ukraińskiego trzewika leży zaś ze swojska brzmiące Wilkowo, które jest portem dla niezliczonej liczby drewnianych łajb, którymi mieszkańcy wyruszają na poranne połowy na Dunaju, a w niedziele tych samych używają po to, by dopłynąć na nabożeństwo do cerkwi.

sobota, 20 lipca 2019

Rumunia po raz pierwszy

Gdy spojrzy się na mapę, na pierwszy rzut oka, ukraińskiego Sołotwina i rumuńskiego Syhotu Marmaroskiego nie dzieli wiele, właściwie tylko rzeka. Z Nieunii do Unii Europejskiej idzie się starym, mocno wyeksploatowanym mostem nad Cisą. Byłem bardzo podekscytowany tą przeprawą, bo oto za chwilę miało mi ukazać swe wdzięki państwo, które chciałem zobaczyć od dawna. Jeszcze tylko piękny, sztuczny uśmiech dla celnika w budce i znajdę się w kraju spadkobierców starożytnych Daków.