piątek, 13 lipca 2018

Mundial Sądecczyzny


Autobus z Krakowa do Rytra jechał już trzecią godzinę i dojechać nie mógł. Choć powinien. Obok mnie siedział spocony góral z torbą twarogu, przede mną, trzymając się poręczy, chwiała się gibka studentka opowiadająca z przejęciem o swojej podróży po Rosji. Mieszała się przyjemnie lokalność z wielkim światem. 

Za oknem starego autobusu, którego nie chcieli już Francuzi, słońce czasami wychodziło zza chmur i odbijało się od dachów samochodów stojących przed nami w korku między Tęgoborzem a Kurowem. Było przyjemnie do momentu, kiedy organoleptycznie stwierdziłem, że pokładowa ubikacją to po prostu składowisko rupieci i rzeczy własnych kierowcy.