niedziela, 12 maja 2019

Zło, którego nie unikniesz – krótka historia o pociągu, który się zepsuł

To było tak...

Budzę się z lekka przerażony, bo we śnie ścigał mnie terminator - ten zły, z części drugiej. Zegar wskazuje trzecią w nocy. Do szóstej, bo o tej godzinie miałem zaplanowaną pobudkę, już nie mogę zasnąć. Piję wodę i czekam na atrakcje dnia.

Plan jest prosty. O 7:16 wyjeżdżam ze Słupska Zastępczą Komunikacją Autobusową Pol Regio, by o 9:09 być w Miastku i dalej jechać pociągiem do Szczecinka. Tam przesiadam się w osobowy o 10:03 do Poznania i na miejscu jestem o 13:18. Tak wiem, ZKA to zło, ale wolę jechać autobusem przez Korzybie i Kępice, niż za pomocą drutu przez Koszalin.

poniedziałek, 6 maja 2019

Pociąg relacji Charków – Rachów kończy bieg


Obudziłem się przed Tatarowem w fotelu bezprzedziałowego wagonu. Za oknem mgła, więc widać było tylko nieliczne kontury wzgórz, które przeradzały się powoli w góry. Jakbyśmy jechali do Gotham. Potężna lokomotywa z mozołem wjeżdżała coraz wyżej i wyżej w karpackie przestrzenie, wyrzucając z siebie przy tym wielkie chmury spalin.




środa, 20 lutego 2019

Belgia. Piękno i Bestie

Belgia. Piękno i bestie

Zinfandel Rose rozjaśnia zimową ciemność za oknem. Jest noc i jest czwarte piętro wieżowca w centrum Warszawy. Przypominam sobie, kiedy właściwie pierwszy raz byłem w Belgii. To było chyba w maju 2013 roku. A to będzie właśnie krótka opowieść o Belgii, jaka mi się zdarzała. Ponieważ Belgię bardzo lubię.

piątek, 21 grudnia 2018

Zginąłem po raz pierwszy

Uważaj na słonie, bo ci mogą zdeptać dłonie.

To nie będzie piękna ballada o miłości i przyjaźni, bo wszystko zaczyna się od rozpadu i chęci mordu. A to dlatego, że ledwie zdążyliśmy na pociąg do Berlina. Na domiar złego musieliśmy biec, bo każdy inny środek transportu w Poznaniu zawiódł.

Podobno dużo ludzi kocha biegać (niech im ziemia lekką będzie), ale ja i M. z pewnością nie należymy do tego grona. Wszystko przeze mnie, bo nie mogłem się ogarnąć z wyjściem, a potem była już tylko lawina złych wypadkowych z fuksiarskim finałem.

W końcu jednak jechaliśmy upragnionym żelaznym szlakiem, nietypowo jak na nas, na zachód.

piątek, 7 grudnia 2018

Jutro zobaczę Atlantyk


O 11 zostawiłem za sobą po raz pierwszy od kilku dni słoneczny Rotterdam. Słońce suszyło kałuże przed dworcem, w których w papierowe flupy obracały się resztki jointów, dopalanych nerwowo przez oczekujących na międzynarodowe ekspresy.

Dojechałem do Paryża superexpressem Thalys. Pociąg najlepsze lata miał już za sobą, o czym świadczyła lekko powycierana wykładzina i siedzenia obite czerwonym materiałem, który zadawałby szyku w latach 80-tych, ale teraz było to już trochę passe. poza tym było dość ciasno, ale za to bardzo szybko. Z Holandii do Paryża jedzie się bowiem tylko 2 i pół godziny. Ledwie człowiek zdąży wypić piwo w restauracyjnym, a już jest w trzecim, po Holandii i Belgii, kraju.

piątek, 26 października 2018

Niedopałki

Jesienią, chwilę przed listopadową nędzą i rozkładem wszystkiego dookoła, przesiadywaliśmy zwykle z kolegami na dachu kotłowni, która była niską przybudówką przy bloku. Tam działo się najwięcej na osiedlu, zwłaszcza w czasie dyktatury żółtych liści. Na placu przed kotłownią był ogromny skald drewna i węgla, dla nas jedenasto i dwunastolatków - ogromna przestrzeń do zabawy. Trochę dziwna była to zabawa, bo najbardziej upodobaliśmy sobie wrzucanie węgla przez zsyp do hali kotłowni. Kamienie toczyły się po stromych ścianach zsypu i z głuchym hukiem kończyły pod obskurną ścianą. Ale nie to było największą frajdą. Najbardziej podobało nam się, gdy odpowiednio się tym zajęciem pobrudziliśmy.

wtorek, 25 września 2018

Deniz wyjeżdża z Turcji


Wysiadłem z autobusu ze Szczecina w Berlinie, na Alexanderplatz. Piękna letnia aura, którą w połowie września przywiozłem z Polski, zamieniła się nagle w listopadową przemoc deszczowo-wietrzna i nie ma co łudzić się - że to jakoś nas minie. Nie minie, a jeszcze tak dopieprzy, że w kwietniu zawyjemy w błaganiu o plus 5.

W popłochu zakładałem na siebie bluzę z kapturem, kurtkę, długie spodnie i przez te parę sekund po gaciach smagał mnie deszcze i wiatr. Zaś naprzeciwko mnie, za szybą, w poenerdowskim  budynku przypominającym nic kontra nic, dziewczęta w przykrótkich sukienkach tańczyły kankana w knajpie udającej paryskie Moulin Rouge. Tak naprzeciw (gegen) pogodzie i niemieckiemu sztywniactwu.