wtorek, 25 września 2018

Deniz wyjeżdża z Turcji


Wysiadłem z autobusu ze Szczecina w Berlinie, na Alexanderplatz. Piękna letnia aura, którą w połowie września przywiozłem z Polski, zamieniła się nagle w listopadową przemoc deszczowo-wietrzna i nie ma co łudzić się - że to jakoś nas minie. Nie minie, a jeszcze tak dopieprzy, że w kwietniu zawyjemy w błaganiu o plus 5.

W popłochu zakładałem na siebie bluzę z kapturem, kurtkę, długie spodnie i przez te parę sekund po gaciach smagał mnie deszcze i wiatr. Zaś naprzeciwko mnie, za szybą, w poenerdowskim  budynku przypominającym nic kontra nic, dziewczęta w przykrótkich sukienkach tańczyły kankana w knajpie udającej paryskie Moulin Rouge. Tak naprzeciw (gegen) pogodzie i niemieckiemu sztywniactwu.

sobota, 22 września 2018

Powoli na śmierć pociągiem

S-bahn i U-bahn w Berlinie działa tak, że o 1:04 za oknem wciąż hałasują koła podmiejskiej kolejki. Jak ktoś lubi ciszę, to okno powinien przymknąć, choć ciężko to zrobić, gdy na dworze o tej godzinie jest ciągle powyżej 20 stopni Celsjusza. Więc piszę. 

xxx

Na kamienicach w byłym Zachodnim Berlinie wciąż jeszcze można znaleźć tablice z treścią, że tą to a tamtą odbudowano w ramach akcji podnoszenia z ruin Berlina pod koniec lat 40-tych. Przedsięwzięcie było olbrzymie, bo alianckie bombardowania były tu liczne, a szaleńcza obrona Berlina z wiosny 1945 roku dołożyła swoje. Secesyjne kamienice Schoneberg udało się odbudować między innymi dzięki temu, że mostem powietrznym dosyłano tu z wolnego świata cegły (tak, cegły samolotem) i cement. Dzieciaki też nie miały najgorzej, bo z niego zrzucano im cukierki. Tak przynajmniej mówi berlińska miejska legenda. 

piątek, 14 września 2018

U senatora wielki bal

Na tą imprezę Krynica-Zdrój czeka rok. Raz w roku, na początku września, gdy słońce jeszcze ładnie potrafi wyostrzyć kontury okolicznych gór, zjeżdżają się państwo prezesi, nawiedzają Krynicę bogobojni ministrowie, biskupi z wypucowanymi butami zadają szyku w odgrodzonej od gawiedzi płotem przestrzeni. Otwiera się specjalna Biedronka, w amerykańskim pawilonie można za darmo (jeśli dostąpi się zaszczytu posiadania akredytacji lub zaproszenia) zjeść kruasanta i popić go kawą.

To druga twarz Krynicy, której dotąd nie znałem. 4 lata skutecznie unikałem wyjazdu na ten elitarny spęd, do którego, z racji wykonywanego zawodu, jestem odrobinę zobligowany. W końcu ciekawość dołożyła swoje do urlopu kolegi i władowałem się bez wazeliny w paszczę lwa. Torba na kółkach toczyła się „tuktuk” po krynickiej kostce Bauma, mając za konia mnie samego. Może liczyłem na to, że wygrodzę sobie trochę przestrzeni w górach, że nie będzie mnie obchodzić świat niskich manier i dużych pieniędzy.

poniedziałek, 3 września 2018

W krainie Świętej Paraskewy

Żar z nieba zaczął się wylewać na nas już o dziewiątej rano, gdy czekaliśmy na peronie w Krakowie na opóźniony pociąg do Jarosławia. Mimo wszystko lekki wiatr dodawał otuchy. Chyba powiał dostatecznie dobrze dopiero wtedy, gdy podstawili Pendolino do Gdyni. Niemalże słyszalny był skrzekot mew. No, ale dobra nie będę narzekał, bo w końcu podjechał nasz IC ze sprawną klimatyzacją, więc było git.

Zapakowaliśmy się z rowerami i ruszyliśmy w nieznane. Trochę byłem jeszcze myślami na koncercie Iron Maiden, który widziałem poprzedniego wieczoru. Co ja bredzę, że trochę. Totalnie byłem tym pochłonięty. Porozmawiać się ze mną nie dało, bo w kółko walcowałem materiał, który nagrałem sobie na pamiątkę. Całe półtorej minuty szaleństwa. Warto było.

środa, 22 sierpnia 2018

W Sarajewie życie jest krótkie


O 10 rano, w święto Matki Boskiej Zielnej, w środku muzułmańskiego Sarajewa, było potwornie gorąco. Ciężkie powietrze lądowało w kotlinie, w której położone jest miasto, na szczytach gór gromadziły się ciężkie chmury.

Po trzydniowej podróży pociągami i autobusami z Warszawy nie dało się wstać wcześniej, choć bardzo chciałem. Nie dało się także dlatego, że w nocy, na ganku domku wynajętego od młodego Bośniaka, spotkałem dwójkę Niemców, którzy ochoczo częstowali winem. Do tego w samolocie udało im się przemycić... 5 gram trawy. Gdy okazało się, że dziewczyna (Alex) pracuje dla niemieckiego wydawnictwa publikującego książki Szczerka, a na dodatek wie czym jest balsam Vigor, rozmów i zabawy nie było końca. To znaczy koniec był, ale jakoś wcześnie rano. Gdy po pobudce skierowaliśmy swoje nogi po buły do sklepu okazało się, że najpopularniejszą wódką w Bośni... jest wóda Vigor. Wygląda na to, że na Bałkanach jadą na sławie ukraińskiego trunku.

piątek, 13 lipca 2018

Mundial Sądecczyzny


Autobus z Krakowa do Rytra jechał już trzecią godzinę i dojechać nie mógł. Choć powinien. Obok mnie siedział spocony góral z torbą twarogu, przede mną, trzymając się poręczy, chwiała się gibka studentka opowiadająca z przejęciem o swojej podróży po Rosji. Mieszała się przyjemnie lokalność z wielkim światem. 

Za oknem starego autobusu, którego nie chcieli już Francuzi, słońce czasami wychodziło zza chmur i odbijało się od dachów samochodów stojących przed nami w korku między Tęgoborzem a Kurowem. Było przyjemnie do momentu, kiedy organoleptycznie stwierdziłem, że pokładowa ubikacją to po prostu składowisko rupieci i rzeczy własnych kierowcy.

poniedziałek, 21 maja 2018

Rodzynki


Może lepiej byłoby zacząć zupełnie z innej strony i trochę pobiadolić o czymkolwiek. Tyle razy już dziś próbowałem coś napisać, że zgłupiałem do reszty. Za każdym razem wychodziło mi na początku, że pada deszcz, jest mrok i jest smutno. Od razu wiadomo, że wszystko zmierza do wypicia czegoś w bramie i łażenia po ciemnych ulicach. Bo gdy pada i zimno, i wieje, to zawsze trzeba coś wypić. Potem trzeba jeszcze wspomnieć o dawnej miłości, która przepadła jak stara baba w internecie i w kółko powtarzać, że teraz to już zawsze się będzie samemu i takie tam.