Jesienią, chwilę przed listopadową nędzą i rozkładem wszystkiego
dookoła, przesiadywaliśmy zwykle z kolegami na dachu kotłowni, która
była niską przybudówką przy bloku. Tam działo się najwięcej na osiedlu,
zwłaszcza w czasie dyktatury żółtych liści. Na placu przed kotłownią był
ogromny skald drewna i węgla, dla nas jedenasto i dwunastolatków -
ogromna przestrzeń do zabawy. Trochę dziwna była to zabawa, bo
najbardziej upodobaliśmy sobie wrzucanie węgla przez zsyp do hali
kotłowni. Kamienie toczyły się po stromych ścianach zsypu i z głuchym
hukiem kończyły pod obskurną ścianą. Ale nie to było największą frajdą.
Najbardziej podobało nam się, gdy odpowiednio się tym zajęciem
pobrudziliśmy.
piątek, 26 października 2018
wtorek, 25 września 2018
Deniz wyjeżdża z Turcji
Wysiadłem z autobusu ze Szczecina w Berlinie, na
Alexanderplatz. Piękna letnia aura, którą w połowie września przywiozłem z Polski, zamieniła się nagle w listopadową przemoc deszczowo-wietrzna i nie ma co łudzić się - że to jakoś
nas minie. Nie minie, a jeszcze tak dopieprzy, że w kwietniu zawyjemy w
błaganiu o plus 5.
W popłochu zakładałem na siebie bluzę z kapturem, kurtkę,
długie spodnie i przez te parę sekund po gaciach smagał mnie deszcze i wiatr.
Zaś naprzeciwko mnie, za szybą, w poenerdowskim budynku przypominającym nic kontra nic, dziewczęta
w przykrótkich sukienkach tańczyły kankana w knajpie udającej paryskie Moulin
Rouge. Tak naprzeciw (gegen) pogodzie i niemieckiemu sztywniactwu.
sobota, 22 września 2018
Powoli na śmierć pociągiem
S-bahn i U-bahn w Berlinie działa tak, że o 1:04 za oknem wciąż hałasują koła podmiejskiej kolejki. Jak ktoś lubi ciszę, to okno powinien przymknąć, choć ciężko to zrobić, gdy na dworze o tej godzinie jest ciągle powyżej 20 stopni Celsjusza. Więc piszę.
xxx
Na kamienicach w byłym Zachodnim Berlinie wciąż jeszcze można znaleźć tablice z treścią, że tą to a tamtą odbudowano w ramach akcji podnoszenia z ruin Berlina pod koniec lat 40-tych. Przedsięwzięcie było olbrzymie, bo alianckie bombardowania były tu liczne, a szaleńcza obrona Berlina z wiosny 1945 roku dołożyła swoje. Secesyjne kamienice Schoneberg udało się odbudować między innymi dzięki temu, że mostem powietrznym dosyłano tu z wolnego świata cegły (tak, cegły samolotem) i cement. Dzieciaki też nie miały najgorzej, bo z niego zrzucano im cukierki. Tak przynajmniej mówi berlińska miejska legenda.
piątek, 14 września 2018
U senatora wielki bal
Na tą imprezę Krynica-Zdrój czeka rok. Raz w roku, na początku września, gdy słońce jeszcze ładnie potrafi wyostrzyć kontury okolicznych gór, zjeżdżają się państwo prezesi, nawiedzają Krynicę bogobojni ministrowie, biskupi z wypucowanymi butami zadają szyku w odgrodzonej od gawiedzi płotem przestrzeni. Otwiera się specjalna Biedronka, w amerykańskim pawilonie można za darmo (jeśli dostąpi się zaszczytu posiadania akredytacji lub zaproszenia) zjeść kruasanta i popić go kawą.
To druga twarz Krynicy, której dotąd nie znałem. 4 lata skutecznie unikałem wyjazdu na ten elitarny spęd, do którego, z racji wykonywanego zawodu, jestem odrobinę zobligowany. W końcu ciekawość dołożyła swoje do urlopu kolegi i władowałem się bez wazeliny w paszczę lwa. Torba na kółkach toczyła się „tuktuk” po krynickiej kostce Bauma, mając za konia mnie samego. Może liczyłem na to, że wygrodzę sobie trochę przestrzeni w górach, że nie będzie mnie obchodzić świat niskich manier i dużych pieniędzy.
poniedziałek, 3 września 2018
W krainie Świętej Paraskewy
Żar z nieba zaczął się wylewać
na nas już o dziewiątej rano, gdy czekaliśmy na peronie w Krakowie na
opóźniony pociąg do Jarosławia. Mimo wszystko lekki wiatr dodawał otuchy. Chyba
powiał dostatecznie dobrze dopiero wtedy, gdy podstawili Pendolino
do Gdyni. Niemalże słyszalny był skrzekot mew. No, ale dobra nie
będę narzekał, bo w końcu podjechał nasz IC ze sprawną
klimatyzacją, więc było git.
Zapakowaliśmy się z rowerami i
ruszyliśmy w nieznane. Trochę byłem jeszcze myślami na
koncercie Iron Maiden, który widziałem poprzedniego wieczoru. Co ja
bredzę, że trochę. Totalnie byłem tym pochłonięty. Porozmawiać
się ze mną nie dało, bo w kółko walcowałem materiał, który
nagrałem sobie na pamiątkę. Całe półtorej minuty szaleństwa.
Warto było.
środa, 22 sierpnia 2018
W Sarajewie życie jest krótkie
O 10 rano, w święto Matki Boskiej
Zielnej, w środku muzułmańskiego Sarajewa, było potwornie gorąco.
Ciężkie powietrze lądowało w kotlinie, w której położone jest
miasto, na szczytach gór gromadziły się ciężkie chmury.
Po trzydniowej podróży pociągami i
autobusami z Warszawy nie dało się wstać wcześniej, choć bardzo
chciałem. Nie dało się także dlatego, że w nocy, na ganku domku
wynajętego od młodego Bośniaka, spotkałem dwójkę Niemców,
którzy ochoczo częstowali winem. Do tego w samolocie udało im się
przemycić... 5 gram trawy. Gdy okazało się, że dziewczyna (Alex)
pracuje dla niemieckiego wydawnictwa publikującego książki Szczerka, a na
dodatek wie czym jest balsam Vigor, rozmów i zabawy nie było
końca. To znaczy koniec był, ale jakoś wcześnie rano. Gdy po pobudce skierowaliśmy swoje nogi po buły do sklepu okazało się, że najpopularniejszą wódką w Bośni...
jest wóda Vigor. Wygląda na to, że na Bałkanach jadą na sławie ukraińskiego trunku.
piątek, 13 lipca 2018
Mundial Sądecczyzny
Autobus z Krakowa do Rytra jechał już
trzecią godzinę i dojechać nie mógł. Choć powinien. Obok mnie
siedział spocony góral z torbą twarogu, przede mną, trzymając się poręczy, chwiała się
gibka studentka opowiadająca z przejęciem o swojej podróży po
Rosji. Mieszała się przyjemnie lokalność z wielkim światem.
Za oknem
starego autobusu, którego nie chcieli już Francuzi, słońce
czasami wychodziło zza chmur i odbijało się od dachów samochodów
stojących przed nami w korku między Tęgoborzem a Kurowem. Było
przyjemnie do momentu, kiedy organoleptycznie stwierdziłem, że
pokładowa ubikacją to po prostu składowisko rupieci i rzeczy
własnych kierowcy.
Subskrybuj:
Posty (Atom)